Jak widzę 10 kwietnia 2010 r.

10 kwietnia 2010r. w Polsce chyba nikt nie zapomni. Już o 8.30 rano włączyliśmy kanał TVP1, by zobaczyć jak przebiegają uroczystości w Katyniu. Miały one być na bieżąco komentowane przez gości zaproszonych do studia w Warszawie. Kilka minut po 9.00 redaktor, trochę sam nie będąc pewien czy mówi prawdę, przerwał rozmowę i poinformował, iż otrzymał wiadomość, że samolot z Prezydentem RP i innymi gośćmi lecącymi do Katynia rozbił się na lotnisku w Smoleńsku. Na początku sugerowano, że może chodzi tylko o jakąś awarię przy lądowaniu. Już wkrótce jednak informacja nie pozostawiała cienia wątpliwości, że chodzi o wypadek, w którym wszyscy zginęli.

Między 10.oo a 11.oo otrzymaliśmy już telefonicznie wiadomość o tym, że na pokładzie samolotu był także mój kolega, z którym współpracowałem 11 lat w Diecezji Warszawskiej Kościoła EA w Polsce – ks. płk Adam Pilch – pełniący obowiązki Naczelnego Ewangelickiego Kapelana Wojskowego. Miał je pełnić formalnie do 11 kwietnia. Zakończył służbę dzień wcześniej.

Jak gdyby tego było mało, tydzień później w niedzielę –  18 kwietnia, nagle w wypadku samochodowym w drodze z Warszawy do domu do Łodzi, zginął ks. bp Mieczysław Cieślar – zwierzchnik Diecezji Warszawskiej KEA. Stało się to pośrednio w efekcie katastrofy w Smoleńsku, bo po obowiązkach, jakie wykonywał w zastępstwie za ks. A. Pilcha. Wielki cios, podwójny cios dla ewangelików (nie tylko luteranów) w Polsce.

Jedna z osób biorąca udział w spotkaniu modlitewnym 19 kwietnia w Łodzi, zadała Biskupowi Kościoła luterańskiego w Polsce pytanie: Gdzie, proszę księdza, był Bóg tego 10 i 18 kwietnia?  

Niestety, tego typu pytania najczęściej zadają ludzie, którym w pewnym momencie świat wali się pod nogami. Wcześniej nie martwili się o to „gdzie był Pan Bóg”, pomimo, że tenże Pan Bóg codziennie ich pytał o to, gdzie są. Tym spostrzeżeniem wcale nie chcę umniejszać ogromu bólu, jaki niedawno dotknął bliskich prawie 100 osób. Czasem to pytanie zadają również ludzie żyjący na co dzień z Chrystusem.

10 kwietnia - żona, 15-letnia córka, starsi już rodzice i 2 siostry wraz z innymi bliskimi  
ks. A. Pilcha nie wiedzieli co z sobą począć. 8 dni później podobnie było w przypadku rodziny bpa M. Cieślara. Gdzie jest Pan Bóg?

Kiedy Pan Jezus przybył do Betanii, do domu Marty, Marii i chorego Łazarza, okazało się, że Łazarz już nie żył. Obydwie siostry zarzuciły Nauczycielowi i Lekarzowi z Nazaretu to samo: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat. Innymi słowy: Gdzie byłeś, Panie, kiedy nasz brat najbardziej Cię potrzebował?! Bywają w naszym życiu momenty, kiedy odnosimy wrażenie, że Pan Jezus na jakąś chwilę się od nas odsunął – poważana choroba, ciężki wypadek, śmierć kogoś bliskiego, pożar domu, … Zdarza się, że Pan Bóg dopuszcza do tego, abyśmy przeżyli skrajnie trudną sytuację. Po co? To pytanie musimy mu zadać osobiście, bo powody mogą być bardzo różne. W przypadku Marty i Marii mogły być one co najmniej dwa. Po pierwsze – zobaczyć jak Pan Bóg działa w sytuacji naszej zupełnej słabości i bezradności. Zobaczyć jak On sobie radzi i nas podnosi, kiedy nam się wydaje, że przegraliśmy i już nigdy nie powstaniemy na nogi. Ich zmarły brat wraca do życia. Po drugie – czytamy, że potem wielu …Żydów, którzy przyszli do Marii i Marty uwierzyło w Niego. Kiedy przeżywamy dramat i prosimy Pana Jezusa o pomoc, wtedy On na pewno przychodzi, jest blisko nas, pomaga tak, jak według Niego jest to w danej sytuacji najstosowniejsze. Ludzie wokół dokładnie się nam wtedy przyglądają. Takie sytuacje mogą wielu przywieść do prawdziwej wiary w Pana Boga.

Ludziom niewierzącym, wątpiącym czy też nie do końca ufającym Chrystusowi, takie sytuacje mogą uświadomić, że w życiu nie można polegać na swoich własnych możliwościach. Często wtedy do nich dociera, że śmierć wcale nie musi być zupełnym końcem. A jeśli nie, to co ich czeka? Oby w Polsce, w Rosji, ale i tutaj w Czechach, na Słowacji i w ogóle w całej Europie, wydarzenie ze Smoleńska z 10 kwietnia 2010r. uświadomiło wielu ludziom, że tylko w Chrystusie jest pewny fundament dla życia, prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, prawdziwa radość i pokój. Bez Pana Jezusa pozostaje rozpacz, zagubienie, poczucie winy, beznadzieja i wreszcie wieczna zagłada. Żeby jednak to dotarło do niektórych, czasem my – chrześcijanie musimy zaznać trochę bólu i cierpienia. Wtedy trudno udawać, a Boża moc w naszej słabości jest dużo lepiej dostrzegalna.

Poza tym wszystkim, prawdziwy Kościół Chrystusa woła do Niego: Przyjdź rychło, Panie! Po jednych przychodzi wcześniej, dla nas pozostających tutaj wydaje się, że za wcześnie. Po innych później. Musimy pamiętać, że chociaż czasem nas to bardzo boli i nie do końca rozumiemy, to Jego czas jest zawsze najlepszym. To piękne i dobre, może na pewien czas zostaje przerwane, ale nigdy nie odchodzi bezpowrotnie. Tym, którzy odchodzą od nas pojednani z Panem Bogiem nie musimy mówić – żegnaj, lecz do zobaczenia w Domu Ojca. Tej pewności życzę każdemu. Obyśmy każdego dnia widzieli przed nami i koło siebie Zmartwychwstałego Pana Jezusa.

Další informace